Znaleźć czas na odpoczynek – ku refleksji…

27 maja 2018

“Rest is the conversation between what we love to do and how we love to be.”

  • Dawid Whyte

Jack Kornfield w swojej książce „Mądrość serca” pisze, że” jednym z najbardziej rozpowszechnionych nałogów jest uzależnienie od prędkości. Społeczeństwo technologiczne bezustannie zmusza do zwiększania produktywności tempa życia.”Pisze też, że „w społeczeństwie, które wymaga od nas funkcjonowania na podwójnych obrotach szybkość i uzależnienia zobojętniają nas na doświadczenie.”

To chyba dla wielu z nas jest znajome.

Biegamy, gonimy, chcemy czy też musimy coraz więcej i szybciej. Coraz trudniej zwolnić, zatrzymać się i nawiązać kontakt z samym sobą.

Coraz trudniej nawiązać prawdziwy, a nie powierzchowny kontakt z drugim człowiekiem. Odgradzamy się, izolujemy, w końcu czujemy się wyobcowani i samotni pomimo kilkuset lub kilku tysięcy znajomych na portalach społecznościowych.

Statystyki samobójstw i zachorowań na depresją rosną. Coraz więcej różnego rodzaju uzależnień od alkoholu, narkotyków, jedzenia, zakupów, hazardu.

Po co?

Po to chyba, aby pozornie stłumić zmęczenie, poczuć na krótko odrobinę radości, zapomnieć jak żyjemy. Powodów jest pewnie wiele.

Często w odpowiedzi na taki tryb życia, ciało daje znać o sobie na wiele sposobów.

Coraz trudniej radzimy sobie z trudnościami codziennego życia. Często też nie chcemy tego widzieć.

Nie odpoczywamy, nie regenerujemy się właściwie. Często też mówimy o sobie, ze jesteśmy tak zajęci, że nie mamy czasu na odpoczynek.

Pewnie tak nawet jest. Ważne jest też w jaki sposób o tym myślimy.

W pewnych okolicznościach czas zdaje się ciągnąć w nieskończoność, innym zaś razem, mija w mgnieniu oka.

Jak to się dzieje, że tak odczuwamy. Przecież każdy dzień ma zawsze dwadzieścia cztery godziny.

Czasu nie da się zwiększyć, ani wydłużyć.

Jesteśmy coraz bardziej uzależnieni od tej swojej „zajętości”.

Kiedy proponuję komuś: „Zatrzymaj się na chwilę, zwolnij, pomedytuj 10 minut dziennie, wyjdź na spacer, w odpowiedzi słyszę: „Chętnie, ale teraz nie mam czasu, może kiedyś”.

Wiemy, że to tylko wymówka.

Pamiętam ze swojego doświadczenia, jak wiele lat temu też byłam taka nakręcona, zakręcona i zajęta. Mega dużo pracowałam, podróżowałam, biegałam, trenowałam. Nie miałam czasu zjeść, piłam kilkanaście kaw dziennie. Żyłam chyba na 200%.

Pamiętam moment, gdy trafiłam do kliniki na rehabilitację. Tam szef tej kliniki zapytał mnie: „Po co tak gonisz? Dokąd tak pędzisz? Po co biegasz maratony? Przed czym uciekasz?”

Hmmm…, nie ukrywam, że byłam niezadowolona z tych pytań.

Zwykle chyba nie jesteśmy z takich pytań zadowoleni. Trzeba się jakoś z nimi skonfrontować. Może odpowiedzieć.

A co jak odpowiedź nie zadowala nas?

Nie chcemy jej zaakceptować lub nie jesteśmy gotowi jej zaakceptować.

To był taki ważny moment dla mnie.

Odpowiedzi nie przyszły do mnie od razu. Pojawiły się dużo później. Jak sobie odpuściłam, jak zwolniłam nieco. Te pytania i odpowiedzi, które się klarowały długo we mnie „pracowały”.

Czasami też zdarza nam się mieszać odpoczynek z brakiem produktywności lub lenistwem nawet.

Często besztamy siebie mówiąc: „Nie mam czasu do stracenia” przeskakując z jednej czynności do drugiej. Wydaje nam się, że osiągamy więcej i więcej, a w rzeczywistości żyjemy mniej.

Na przykład smartfon, nasz najbardziej nieodłączny towarzysz, jest tego doskonałym przykładem. Często w ciągu dnia jesteśmy bardziej połączeni z naszym sprzętem niż z drugim człowiekiem. Jesteśmy zatopieni w swoich urządzeniach, bo nie mamy ochoty lub boimy się kontaktu z drugim cżłowiekiem. Jesteśmy zatopieni w swoich urządzeniach bo czujemy niepewność, zagubienie. „Wgapiając” się w ekran urządzenia, klikając bezmyślnie dziesiątki stron, pozornie czujemy się bezpieczniej. Możemy coś robić. Nie jesteśmy bezczynni.

Pamiętam czas, kiedy wiele lat temu instalowano nam komputery, mówiono, że ułatwią nam życie i dzięki nim będziemy mogli wygospodarować więcej czasu… Hm… Jak jest, każdy wie.

Czasami odnoszę wrażenie, że wiele osób boi się odpoczywać.

Często zapracowujemy się niemiłosiernie, aby nie dostrzegać tego co wokół nas, tego co jest naszym prawdziwym doświadczeniem.

Poprzez takie nieustanne działanie, tworzy wokół siebie coś w rodzaju zbroi.

Kiedyś usłyszałam od jednej osoby: „Boję się, że jak przestanę być taka aktywna, jak przestanę tyle robić, to zostanę zapomniana, będę już niepotrzebna, nie będę wartościowa.”

No właśnie, czy to nie przed tym się chronimy, dokładając często do naszej listy zadań dodatkowe aktywności?

Czy nie jest tak, że dzięki temu budujemy swoje, trochę złudne, poczucie bezpieczeństwa, odpędzając nieustannie swoją niepewność, tworząc tym samym sobie ciągłą aktywność.

W ten sposób inwestujemy w swoje wyczerpanie i wycieńczenie.

Coraz częściej w wieku 20, 30, 40 lat dochodzimy do ściany zmęczenia, często nie zdając sobie z tego sprawy.

Warto jednak zatrzymać się na moment i zadać sobie pytania:

Co jest dobrego w byciu zmęczonym, wyczerpanym?

O co tak naprawdę chodzi, że utrzymujemy, a czasami wręcz pielęgnujemy, ten stan swojego zmęczenia?

Po co nam to?

Pytania na pierwszy rzut oka może wydać się dziwne. Jak jednak posiedzimy i poeksplorujemy to zaczynają pojawiać się odpowiedzi.

Jak pozwolimy sobie na uczciwość wobec siebie to i odpowiedzi pojawią się prawdziwe.

Czy zaskakujące?

Oto tylko niektóre z nich:

„Gdy jestem taki zapracowany, to czuję się ważny i potrzeby.”

„Kiedy jestem taka zagoniona i zapracowana to ludzie mówią o mnie, ż jestem taka silna, że tyle rzeczy naraz daję radę ogarnąć, że ze wszystkim potrafię sobie poradzić.”

„Mówią o mnie, że jestem taki zaangażowany. Dobrze jest mi to słyszeć. Dobrze się z tym czuję.”

„Kiedy jestem taka zapracowana i zmęczona, to mogę liczyć na odrobinę współczucia. Czuję się wtedy kochana.”

Czasami życie nas zatrzymuje w biegu.

Pamiętam jedną z pacjentek chorych na raka.

Kiedy otrząsnęła się po otrzymaniu diagnozy, kiedy minął pierwszy szok, powiedziała: „Teraz mogę mówić NIE. Zawsze musiałam mówić TAK. Teraz mogę odpocząć.”

Często zadaję pytanie: „Czy rzeczywiście musimy zachorować na raka, doświadczyć udaru, zawału, obudzić się na oddziale intensywnej terapii podłączeni do aparatury medycznej, aby pozwolić sobie na odpoczynek i zamiast niestannego mówienia TAK, TAK, Tak, powiedzieć NIE?”

Odpoczynek jest szalenie ważny w naszym życiu. Czasami dość późno sobie to uświadamiamy.

Dziś też już wiem, że to nic złego usiąść i nie robić nic, pójść do lasu bez telefonu komórkowego.

Rezerwować sobie codziennie czas dla siebie po to, aby złapać równowagę i odpocząć – bez poczucia winy i wyrzutów sumienia.

Doświadczyłam i nauczyłam się, że odpoczynek jest możliwy jeśli pozwolę sobie być tu i teraz, zamiast nieustannie pozwalać swojej głowie wędrować po swoich lękach, niepewnościach, zmartwieniach, rozmyślaniach.

Jeśli popatrzymy na naturę, to zauważymy, że rośliny i wiele zwierząt szykują się do zimy, zasypiają, regenerują się, odpoczywają, aby wiosną zakwitnąć, obudzić się do życia w pełni, kiedy będzie na to ten właściwy czas i warunki będą temu sprzyjać. Ten czas odpoczynku jest nieodzowny do ich przetrwania.

Wielu z nas żyje w szybkim tempie niezgodnie z rytmem natury.

Sama pamiętam czasy, kiedy z dumą mówiłam, że wystarczy mi 3 godziny snu na dobę. Potrafiłam tak funkcjonować latami. Żałosny powód do dumy raczej.

Dziś wiem jak ważny dla mojego organizmu, dla mojej równowagi, dla mojego życia, jest odpoczynek.

Życie na granicy wyczerpania i zmęczenia, niezgodne z naszym naturalnym rytmem, odbija się na nas bezpowrotnie.

Czy warto?

Każdy może zadać sobie to pytanie sam.

W dostrzeganiu tego jak żyłam i jak żyję pomaga mi Mindfulness czyli uważność.

Mówimy, że uważność pozwala widzieć nam więcej. Wow, więcej, fajnie – często to jest pierwsza reakcja wielu osób.

Więcej oznacza jednak tych dobrych i złych rzeczy w naszym życiu. Jak to zobaczymy, możemy z tym wtedy coś zrobić. Oczywiście jeśli jest w nas gotowość na to.

Kiedy chcemy tak naprawdę odpocząć, to w pierwszej kolejności potrzebujemy zauważyć dystraktory w naszym życiu.

Może dostrzec co jest trucizną w naszym życiu.

Potrzebujemy „zanurkować” trochę głębiej lub wejść wyżej, aby zobaczyć jakie mamy wzorce, schematy i przekonania, z którymi wędrujemy przez życie.

Kształtują nasze życie silniej niż myślimy.

 

Pamiętam swoje doświadczenie, kiedy wchodziłam na Kilimandżaro. Wspinając się tam mozolnie i stojąc już na szczycie wiele doświadczyłam, wiele zobaczyłam ważnych rzeczy dla siebie samej.

 

Zbliżają się wakacje, dla wielu czas urlopów.

Jak chcesz spędzić swój?

Czy rzeczywiście wypoczywasz tak jak ty tego chcesz?

Czy się regenerujesz?

I czy rzeczywiście zasługujemy na odpoczynek tylko te przysłowiowe dwa tygodnie w roku?

 

Zapraszam was do podzielenia się swoimi myślami.

 

„Jeszcze zdążę zatańczyć, będę siać i sadzić, obejmować, odnajdywać, planować, uczyć się, nieść pokój, oczyszczać… później, jeszcze zdążę.” – fragment z książki „Biegnąca z wilkami”

 Clarissa Pinkola Estes.

Iluzja i pułapka

 

2 komentarze

  1. Sylwia :

    Bardzo wiele refleksji ( czasem burzliwych) pojawiło mi się po odczytaniu tego wpisu :) Dziękuję za ten "włącznik". Skrócę wszystko do wniosków jakie mi się nasunęły: I ja mam prawo do odkrywania siebie i poznania odpowiedzi na pytanie " mieć czy być?", do tego potrzebny jest czas. Cieszę się że dając sobie prawo w pędzie życia, na te kilkanaście minut uważności dziennie i zmiejszenie oczekiwań posiadania- robię przestrzeń na eksplorowanie siebie. Wyniki są zaskakujące (i w tej łatwej/pożądanej, i także w tej trudnej/ niechcianej postaci)... Dwa tygodnie w roku to zdecydowanie za mało...

Napisz komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane